Rozdział 14.
6 miesięcy później.
- leże w mojej sypialni gdy wbiega Klara.
- Cześć Iga! Coś kiepsko wyglądasz.
-nie czuję się za dobrze zawołasz Maxa?
-Max! Max! Max! Coś się dzieje z Igą!
- Co się dzieje!
- Słyszę jego kroki, słyszę jak biegnie.
-Iga Wszystko dobrze!
- Wbiega do pokoju.
-Klara idź do siebie dobrze.
- dobrze
- Widziałam na jej twarzy zmartwienie, nie lubię jak ktoś się o mnie martwi. Ale nie mogę myśleć gdy czuję taki ból.
-Wszystko dobrze Iga?
- Albo się zsikałam albo odeszły mi wody...
- termin masz dopiero za dwa miesiące!
- przytakuję. I zagryzam wargi. Nie wytrzymuję wypuszczam z siebie krzyk.
- Klara leć po Sarę szybko!
- Mimo że mieszka daleko Klara szybko biega i od pobytu w nieustraszoności poprawiła się jej kondycja. Ale bliżej jest zawsze do Sary niż do szpitala.
- Iga będzie dobrze, spokojnie.
- Co ty gadasz dobrze! Nie widzisz co się ze mną dzieje!
- Widzę będzie dobrze zobaczysz!
- Przybiega Klara a za nią Sara i Kilku Lekarzy w czerni.
- Zadzwoniłam po Pogotowie.
- Weźcie ją do łazienki nie zdążymy dowieźć jej do szpitala!
- Krzyczy jeden z lekarzy.
-Jasne!
- Zaczynam krzyczeć tak głośno jak nigdy, czuję się tak jakby rozrywała mi się skóra. Podnoszą mnie i zanoszą do łazienki. Czuje jak leże w wannie. Czuję wodę. Uspokoiłam się lecz zaraz znowu zaczynam wrzeszczeć.
- Słuchaj musisz wytrzymać dasz rade. Przyj mocno!
- Mówi jeden z lekarzy. Zaczynam wrzeszczeć i czuję jak kogoś dłoń uściskuje moją dłoń. To Max.
- Iga dasz radę. Będzie dobrze. Już jest blisko. Nie poddawaj się. Zrób to dla mnie, dla Klary, dla naszego dziecka.
-Jest Jest widać główkę! Tak trzymaj !
- Przyj! Jeszcze chwila!
- Słyszysz już prawie, widać główkę , jesteś silna ja to wiem ty to wiesz wszyscy to wiedzą.
- Przytakuję. Wbiega Tris i Cztery.
- Jezus Marja co się dzieje!
- Nie widać że rodzi!
- Ale termin ma za 2 miesiące.
- Dzidziusiowi spieszy się na świat.
- Jasne. Tobias wyjdź z tond i ty Max też.
- Jestem ojcem nie chcę wychodzić!
- Wyjdź rozumiem dziewczyny wolałaby żebyś nie widział jej w takim stanie.
- Zaczyna mówić spokojniej. Co racja to racja wolałabym żeby nie widział mnie takiej.
- Dobrze.
- dziwie się że tak spokojnie zgadza się na zostawienie mnie
-Słuchaj Iga on wie że ci się uda.
- mówi tak cicho że nie słyszą lekarze.
- On cię naprawdę kocha. Jak zrobił ci dziecko
- Uśmiecha się ja również.
- To jest dowód waszej prawdziwej miłości. On się o ciebie martwi. Klara też. Wszyscy ja i Tobias też, jesteś naszą rodziną.
- Jest udało ci się! Brawa dla Mamy Igi! Zawołajcie Ojca.
- Wbiega Max. Kładą mi chłopca na piersi.
- Więc chłopczyk?
6 miesięcy później.
- leże w mojej sypialni gdy wbiega Klara.
- Cześć Iga! Coś kiepsko wyglądasz.
-nie czuję się za dobrze zawołasz Maxa?
-Max! Max! Max! Coś się dzieje z Igą!
- Co się dzieje!
- Słyszę jego kroki, słyszę jak biegnie.
-Iga Wszystko dobrze!
- Wbiega do pokoju.
-Klara idź do siebie dobrze.
- dobrze
- Widziałam na jej twarzy zmartwienie, nie lubię jak ktoś się o mnie martwi. Ale nie mogę myśleć gdy czuję taki ból.
-Wszystko dobrze Iga?
- Albo się zsikałam albo odeszły mi wody...
- termin masz dopiero za dwa miesiące!
- przytakuję. I zagryzam wargi. Nie wytrzymuję wypuszczam z siebie krzyk.
- Klara leć po Sarę szybko!
- Mimo że mieszka daleko Klara szybko biega i od pobytu w nieustraszoności poprawiła się jej kondycja. Ale bliżej jest zawsze do Sary niż do szpitala.
- Iga będzie dobrze, spokojnie.
- Co ty gadasz dobrze! Nie widzisz co się ze mną dzieje!
- Widzę będzie dobrze zobaczysz!
- Przybiega Klara a za nią Sara i Kilku Lekarzy w czerni.
- Zadzwoniłam po Pogotowie.
- Weźcie ją do łazienki nie zdążymy dowieźć jej do szpitala!
- Krzyczy jeden z lekarzy.
-Jasne!
- Zaczynam krzyczeć tak głośno jak nigdy, czuję się tak jakby rozrywała mi się skóra. Podnoszą mnie i zanoszą do łazienki. Czuje jak leże w wannie. Czuję wodę. Uspokoiłam się lecz zaraz znowu zaczynam wrzeszczeć.
- Słuchaj musisz wytrzymać dasz rade. Przyj mocno!
- Mówi jeden z lekarzy. Zaczynam wrzeszczeć i czuję jak kogoś dłoń uściskuje moją dłoń. To Max.
- Iga dasz radę. Będzie dobrze. Już jest blisko. Nie poddawaj się. Zrób to dla mnie, dla Klary, dla naszego dziecka.
-Jest Jest widać główkę! Tak trzymaj !
- Przyj! Jeszcze chwila!
- Słyszysz już prawie, widać główkę , jesteś silna ja to wiem ty to wiesz wszyscy to wiedzą.
- Przytakuję. Wbiega Tris i Cztery.
- Jezus Marja co się dzieje!
- Nie widać że rodzi!
- Ale termin ma za 2 miesiące.
- Dzidziusiowi spieszy się na świat.
- Jasne. Tobias wyjdź z tond i ty Max też.
- Jestem ojcem nie chcę wychodzić!
- Wyjdź rozumiem dziewczyny wolałaby żebyś nie widział jej w takim stanie.
- Zaczyna mówić spokojniej. Co racja to racja wolałabym żeby nie widział mnie takiej.
- Dobrze.
- dziwie się że tak spokojnie zgadza się na zostawienie mnie
-Słuchaj Iga on wie że ci się uda.
- mówi tak cicho że nie słyszą lekarze.
- On cię naprawdę kocha. Jak zrobił ci dziecko
- Uśmiecha się ja również.
- To jest dowód waszej prawdziwej miłości. On się o ciebie martwi. Klara też. Wszyscy ja i Tobias też, jesteś naszą rodziną.
- Jest udało ci się! Brawa dla Mamy Igi! Zawołajcie Ojca.
- Wbiega Max. Kładą mi chłopca na piersi.
- Więc chłopczyk?
Uśmiechamy się. Max zaczyna płakać.
Pierwszy raz go widzę jak płacze. całuję go w policzek.
- Kocham cię. A to jest nasz synek.
-Też cię kocham.
- Całuje mnie w usta. Wchodzi lekarz.
- zabierzemy panią i chłopca do szpitala.
- Mogę jechać z wami.
- Ojciec pewnie że może.
- Uśmiecha się Max w podzięce i patrzy znów na mnie.
Rozdział 15.
- Wróciliśmy już do domu. Stoimy przy łóżeczku maleństwa.
- jest piękny. Ma oczy po tobie.
- Uśmiecham się. I całuję w policzek w podzięce.
- To jak będzie miał na imię?
- Nie wiem może.... Tobias?
- świetne imię !
- Akurat wchodzi Cztery.
- Ma na imię Tobias! Świetny wybór!
- Cztery wiem że nazywasz się Tobias.
- skąd!
- od Igi
- no dziś twój synek się urodził i nazwałaś go moim imieniem więc nic nie zrobię.
- mimo tych słów czuję i widzę to że nie podoba mu się to że powiedziałam to Maxowi.
Później go przeproszę.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Leżę na łóżku obok mnie Tobias i Max.
- Wiesz co myślę o Klarze.
- Co masz na myśli.
- To że nie będę dla niej nigdy matką. Nie umiem być.
- Oczywiście że nie! Jesteś lepsza od swojej matki! Pozwalasz Klarze rzucać nożami i szczelać z pistoletu!
- uśmiecham się.
- Bardzo śmieszne! Myślę żeby oddać ją jakiejś rodzinie.
- Chodzi ci o Adopcje?
- Tak coś w tym stylu ale żeby miała do nas zawsze dostęp i żeby ta rodzina była z nieustraszonych. Bo widzę że jej się to podoba.
- Może i masz rację. Pewnie miałaby więcej uwagi.
- Poszukamy kogoś.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Iga!
- Tak?
- Ktoś się znalazł.
- Biegnę.
- no kto to?
- Kocham cię. A to jest nasz synek.
-Też cię kocham.
- Całuje mnie w usta. Wchodzi lekarz.
- zabierzemy panią i chłopca do szpitala.
- Mogę jechać z wami.
- Ojciec pewnie że może.
- Uśmiecha się Max w podzięce i patrzy znów na mnie.
Rozdział 15.
- Wróciliśmy już do domu. Stoimy przy łóżeczku maleństwa.
- jest piękny. Ma oczy po tobie.
- Uśmiecham się. I całuję w policzek w podzięce.
- To jak będzie miał na imię?
- Nie wiem może.... Tobias?
- świetne imię !
- Akurat wchodzi Cztery.
- Ma na imię Tobias! Świetny wybór!
- Cztery wiem że nazywasz się Tobias.
- skąd!
- od Igi
- no dziś twój synek się urodził i nazwałaś go moim imieniem więc nic nie zrobię.
- mimo tych słów czuję i widzę to że nie podoba mu się to że powiedziałam to Maxowi.
Później go przeproszę.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Leżę na łóżku obok mnie Tobias i Max.
- Wiesz co myślę o Klarze.
- Co masz na myśli.
- To że nie będę dla niej nigdy matką. Nie umiem być.
- Oczywiście że nie! Jesteś lepsza od swojej matki! Pozwalasz Klarze rzucać nożami i szczelać z pistoletu!
- uśmiecham się.
- Bardzo śmieszne! Myślę żeby oddać ją jakiejś rodzinie.
- Chodzi ci o Adopcje?
- Tak coś w tym stylu ale żeby miała do nas zawsze dostęp i żeby ta rodzina była z nieustraszonych. Bo widzę że jej się to podoba.
- Może i masz rację. Pewnie miałaby więcej uwagi.
- Poszukamy kogoś.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Iga!
- Tak?
- Ktoś się znalazł.
- Biegnę.
- no kto to?
- Dwójka ludzi po 25 roku życia
którzy nie mogą mieć dzieci. Mieszkają niedaleko nas. I szukają
dziecka do 10 roku życia.
- Akurat w tym roku Klara kończy 10 lat.
- Trzeba do nich napisać i zapoznać z Klarą.
-Właśnie.
- rozmowa z Klarą na temat tego że szukamy dla niej rodziców zastępczych. Nie była straszna nie płakała tylko była szczęśliwa może szukała w życiu przygód?
2 miesiące później Klara przeprowadziła się do Korneli (27l.) i Patryka (28 l.)
Moi drodzy Mamy święta! Jestem kiepska w składaniu życzeń tak jak Iga ( to będzie w innym rozdziale ) Więc życzę wam na te święt amokrego dyngusa i hmmm... spędzenia czasu z rodziną!
i co chcecie WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
- Akurat w tym roku Klara kończy 10 lat.
- Trzeba do nich napisać i zapoznać z Klarą.
-Właśnie.
- rozmowa z Klarą na temat tego że szukamy dla niej rodziców zastępczych. Nie była straszna nie płakała tylko była szczęśliwa może szukała w życiu przygód?
2 miesiące później Klara przeprowadziła się do Korneli (27l.) i Patryka (28 l.)
Moi drodzy Mamy święta! Jestem kiepska w składaniu życzeń tak jak Iga ( to będzie w innym rozdziale ) Więc życzę wam na te święt amokrego dyngusa i hmmm... spędzenia czasu z rodziną!
i co chcecie WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz